|
Blog > Komentarze do wpisu
200 % normy
Kiedyś myślałam, że to jest niemożliwe wyrabiać się ponad normę ogólnie przyjętą. Dawać we wszystkim całego siebie, wkładać w sprawę myśli, serce i ciało. Ale po latach obserwacji samej siebie (czasem się zastanawiam czy nie mam rozdwojenia jaźni) stwierdzam, że taka właśnie jestem. Jeśli zależy mi na czymś, wchodzę w jakiś układ, to oddaję się tej sprawie na maxa. Do tego stopnia, że nie liczy się wtedy moje zdrowie, samopoczucie, a jedynie związek, osoba bądź czynność której poświęcam wszystko. Wchodzę po uszy w układ partnerski, bo gdy jestem zakochana to zachowuję się codziennie tak, jakby to był początek nastoletniego zaświergolenia. Grucham, całuję, przytulam, głaskam bez granic, mogę nic nie robić, tylko być z TĄ osobą, a i tak wtedy świat wydaje mi się najwspanialszy, a ja sama czuję się najszczęśliwsza. I tak dla mnie wygląda Miłość. Czuć ją wszystkimi zmysłami, porzucić egoistyczne myśli i chłonąć ją całą sobą. Podobnie jest w innych relacjach ludzkich. Gdy się z kimś oswoję, polubię, znajdę tę nić porozumienia, to wtedy można na mnie liczyć o każdej porze dnia i nocy. Oddaję ciało i duszę i nie ma dla mnie, wtedy, rzeczy niemożliwych. To w zasadzie same pozytywy dawania siebie, angażowania się w związki, ale są też minusy tego perfekcjonizmu. Gdy dziś wychodziłam z pracy po ośmiu godzinach, czułam dziwne wyrzuty sumienia, bo wydawało mi się, że byłam za krótko, zrobiłam za mało, nie wyrobiłam firmowej normy… Nie byłam z siebie zadowolona. Po 14 godzinach pracy jestem znacznie spokojniejsza i gdy czuję ból kręgosłupa, a łydki są twarde jak głaz to wiem, że to był udany dzień w pracy.. Zastanawia mnie czemu to wszystko. Skąd się u mnie bierze to całe „chore” zaangażowanie.. Ano, chyba tak zwyczajnie ze strachu. Boję się, że zostanę wymieniona na lepszy model. W pracy zastąpi mnie maszyna, która wyrobi w 8 godzin 10.000 kalendarzy, MMŻ znajdzie sobie piękną, idealną kobietę o francuskich rysach twarzy i melodyjnym śmiechu, a przyjaciele znudzą się moimi pomysłami i porzucą jak worek śmieci w przydrożnym lesie. Dlatego, gdy tylko wyczuję zagrożenie, że coś jest nie tak, czuję, że przestaję wyrabiać urojoną normę, po prostu zwiewam, bojąc się odrzucenia, porażki, krytyki… Gdy spotkasz mnie na swej życiowej drodze, a będziesz chciał oswoić to dzikie zwierzątko, to najpierw dobrze się zastanów czy chcesz mnie mieć na dobre i złe, czy chcesz moje serce, ciało i dusze, czy jesteś w stanie wytrzymać ból tych więzów, które nas splotą… Bo jeśli nie, to lepiej omiń mnie szerokim łukiem, bo ze świniami to jednak nigdy nic nie wiadomo. Świńskie myśli: Po tym portrecie psychologicznym, który sama o sobie nakreśliłam stwierdzam, że powinnam się leczyć.. i to jak najszybciej ;P piątek, 21 września 2007, prosiak83
|
|