|
Blog > Komentarze do wpisu
obSESYJNE myśli
Siedziała na krześle przy biurku i po raz setny zastanawiała się czy to zrobić. Zawsze, gdy o tym myślała wyobrażała sobie co powiedzą znajomi, przyjaciele, rodzice… Jaka będzie ich reakcja? Czy ktokolwiek w ogóle zauważy, że to nie jest zwykły koniec, a początek czegoś nowego. Początek nowego życia. Spojrzała na lśniące od blasku lampy ostrze. Gdy odpowiednio je trzymała mogła zobaczyć w nim swoje odbicie. Choć nie była brzydka, nie podobało jej się to co widziała. Długie włosy opadały znacznie poniżej ramion, jej owalna twarz pokryta była jasną, gładką cerą. Ot tak, była zwyczajną dziewczyną – niezauważalną w tłumie. Osoby, które ją spotykały po raz pierwszy przy kolejnym spotkaniu nie pamiętały już jak ma na imię. Ludzie często patrzyli nie na nią, a raczej przez nią, jakby była niewidzialna. Nie przeszkadzało jej to. Nie lubiła być w centrum. Gdy w szkole znała odpowiedź na jakieś pytanie zadane całej klasie przez nauczyciela nie odzywała się, bojąc się porażki. Kiedy okazywało się, że odpowiedź była prawidłowa postanawiała odezwać się następnym razem. Ale przy kolejnej możliwości pochwalenia się wiedzą tylko wyszeptała odpowiedź, a koleżanka z ławki korzystając z okazji powtórzyła za nią na głos i zyskała za to punkty za aktywność oraz przychylność nauczycielki. Od tej pory dziewczyna była jeszcze bardziej zła na siebie za brak odwagi, a najbardziej za to, że nie umiała tego lęku pokonać. Było coś jeszcze co wcale nie dodawało jej pewności siebie. Rumieńce! Gdy tylko się zestresowała, zmęczyła, przegrzała, bądź po prostu chciała okazać emocje oblewała się falą przechodzącą od stóp do głów, a zostawiającą wyraźne, czerwone ślady na policzkach. Za te plamy też siebie nie lubiła, mimo iż mama powtarzała jej, że „rumiane dziewczę, to zdrowe dziewczę”, ona jednak wolała oddać swe „zdrowe” rumieńce za zwykłą bladość. Bo jaka przyjemność w czerwienieniu się podczas każdego wysiłku umysłowego, fizycznego czy podczas nadmiaru emocji. Rumieńce towarzyszyły jej zawsze wtedy, gdy najmniej ich potrzebowała. Podczas ekscytującej zabawy – mama zawsze podejrzewała, że coś nabroiła, podczas klasówki – nauczyciel zawsze obserwował ją najbaczniej, gdyż rumieńce sugerowały, że coś kombinuje, gdy odchodziła od konfesjonału po spowiedzi – staruszki szeptały kiwając głowami, że taka młoda, a już musi nieźle nagrzeszyć, skoro oblała się rumieńcem. Jednak największa fala przepłynęła przez nią podczas pierwszego pocałunku z Nim. Wtedy czuła jakby całe ciało jej nabrzmiało od tej czerwoności, jakby była jedną wielką gorącą, czerwoną plamą. Tego uczucia nie zapomni i dlatego od kilku dni tkwi w jej głowie pytanie: zrobić to czy nie? Bo czy jest inne wyjście? Jak zapomnieć niezapomniane, jak wymazać niewymazalne, jak przekreślić to, co było piękne? Te wnioski utwierdziły ją w przekonaniu, że musi to zrobić. Trudno.. niech ludzie mówią co chcą, niech mama płacze, niech sąsiedzi gadają… Wzięła ponownie ostrze do ręki, nacisnęła nim na opuszek palca, sprawdzając jak ostre narzędzie ma w ręku. Strużka krwi pojawiła się na kciuku. Przyjrzała się jeszcze raz swojemu odbiciu i… zrobiła to. Świńskie myśli: środa, 13 czerwca 2007, prosiak83
|
|